Strefa komfortu: najbezpieczniejsze miejsce, żeby nic nie osiągnąć.
Anna Gadalińska - Trenerka LSJ HR Group

Strefa komfortu: najbezpieczniejsze miejsce, żeby nic nie osiągnąć.

Dzisiejsze wydanie „Owocnych Czwartków” poświęcam tematowi, który wszyscy znamy, ale który wciąż wolimy zostawić w spokoju: strefie komfortu, strefie uczenia się i strefie ryzyka.

Jakkolwiek daleko jestem od haseł typu „możesz wszystko”, czy „to wyłącznie Ty decydujesz o sobie”, to wiem, że ci z nas, którzy poddają się rutynie i nie podejmują ryzyka, prędzej czy później, w chwili refleksji stwierdzają, że są słabi i niewiele osiągają. Nie twierdzę, że każdy z nas jest przeznaczony do heroicznych czynów. Nie każdy z nas zajmie miejsce na Panteonie Wielkich Ludzi czy zapisze się w historii. I nie o to chodzi. Tutaj chodzi o poczucie mocy.

Jest jedna rzecz, która prędzej czy później dopada niemal każdego, kto zbyt długo zostaje w bezpiecznym miejscu: poczucie, że mógł więcej - a nie spróbował. Dziś będzie właśnie o tym -czym naprawdę jest strefa komfortu?

Strefa komfortu nie ma nic wspólnego z lenistwem. Znajdujesz się w niej wtedy, kiedy czujesz się zrelaksowany i bezpieczny. Gdy nie musisz wykonywać żadnych czynności, które mogłyby wywoływać w Tobie strach, niewygodę lub napięcie emocjonalne. Twoje EKG czasu zwalnia i przechodzi w jednostajną linię. Nie boisz się. Nie stresujesz. Nie ryzykujesz. Dni mijają. Tygodnie się sklejają. A czas… przecieka przez palce.

Kiedy mówimy „wyjdź ze strefy komfortu”, zwykle mamy na myśli jedno: zrób coś inaczej niż zawsze. Spróbuj nowego. Zaryzykuj w kontrolowany sposób.

Każdy, kto zajmuje się rozwojem osobistym powie Ci: „Stary (kochana), musisz wyjść ze swojej strefy komfortu. To będzie dla Ciebie dobre rozwiązanie.” I tu pojawia się naturalne pytanie: po co opuszczać miejsce, w którym czujemy się bezpiecznie i komfortowo?

Poza strefą komfortu istnieją jeszcze dwie inne strefy - i to one robią całą różnicę:

Strefa uczenia się. To miejsce, w którym pojawia się przysłowiowa magia. Dostajesz nowe zadanie. Trochę Cię stresuje, ale względnie niewielki poziom niepokoju wpływa na Ciebie pozytywnie. Dokładnie jak przed ważnym egzaminem: jesteś przygotowany, a jednocześnie wiesz, że coś może pójść nie tak. Ten lekki dyskomfort działa na Ciebie mobilizująco. Skupiasz się. Uczysz. Przekraczasz siebie o centymetr. A kiedy kończysz - pojawia się coś bezcennego: satysfakcja + poczucie sprawczości. Twój mózg zapisuje: „Dałem radę” i chce więcej. Wiesz, że możesz to zrobić następnym razem lepiej i chcesz to zrobić jeszcze raz. Dodatkowo rośnie Twoje poczucie własnej wartości i pewności siebie. Gratulacje, właśnie znalazłeś się w strefie uczenia się.

Co zyskujemy, kiedy decydujemy się na więcej niż to, co znane?

Za każdym razem, gdy robisz coś lekko niewygodnego - poszerzasz swoją strefę komfortu. Coraz więcej rzeczy przestaje Cię przerażać. Coraz więcej wyzwań zaczynasz traktować jak opcję, a nie zagrożenie. Raz przegrasz, dwa razy wygrasz. Zawsze się czegoś nauczysz.

Dzięki rozszerzaniu strefy komfortu więcej spraw będzie sprawiać Ci przyjemność. Nawet, jeśli za pierwszym razem poniesiesz porażkę w danej aktywności, to decydując się na drugą próbę zwiększysz szansę na wygraną. Próbowanie nowych rzeczy motywuje nas do działania. Nasz mózg nie lubi monotonii, ale szybko zaczyna działać schematycznie. Wychodząc poza strefę komfortu automatycznie wstrzykujemy mózgowi dawkę dopaminy, która jest odbierana przez niego jako nagroda. Pewność siebie to właśnie jedna z nagród, a nic nas nie motywuje bardziej do działania, niż perspektywa dostania czegoś.

Daniel H. Pink w swojej książce „Drive. Kompletnie nowe spojrzenie na motywację” nazwał to produktywnym dyskomfortem:

 - gdy jest za wygodnie → mamy do czynienia z brakiem rozwoju 

- gdy jest za trudno → "łapiemy" blokadę

- ciekawa rzecz dzieje się gdy jest idealnie niewygodnie → mamy wtedy piękną przestrzeń do wzrostu.

Natomiast gdy dostaniemy się do strefy paniki - będzie w niej bardzo trudno o rozwój. Jeśli napięcie przekroczy Twoją indywidualną granicę - pojawi się paraliż. Za dużo stresu. Za duża presja. Za duże ryzyko. W tej strefie nie uczysz się niczego poza tym, jak przetrwać. A to nie ma nic wspólnego z rozwojem. Każdy z nas ma własne granice strefy komfortu.

Twoje granice nie są moimi. Moje nie są Twoimi.

Wychodzenie ze strefy komfortu może przynieść nam wiele korzyści. Ale jest trudne, wiąże się z ryzykiem i niewygodą. Wszystko jest kwestią proporcji, bo jeżeli poziom stresu przekroczy nasz poziom tolerancji, to wpadniemy do strefy paniki, a stamtąd może być już dużo trudniej wykrzesać z siebie odpowiednią ilość energii. Poza niepotrzebnym stresem nie daje ona nic innego. Nie chodzi o heroizm. Nie chodzi o spektakularne skoki. Czasem jeden mały krok poza znane jest więcej wart niż lata „bezpiecznego trwania” z myślą: „Kiedyś spróbuję”.

Na koniec zostawię Ci jedno zdanie, które porządkuje cały temat komfortu i odwagi:

„Komfort i odwaga nie mogą istnieć jednocześnie.” - Brené Brown


Jeśli chcesz wzmocnić swój zespół i jego potencjał

Jeśli ten temat jest Ci bliski i chcesz realnie przełożyć go na rozwój swojego zespołu - jesteśmy do dyspozycji.

W LSJ projektujemy szkolenia, które nie kończą się na inspiracji, ale prowadzą do konkretnych zmian w działaniu, postawie i wynikach zespołów.

Przygotujemy dla Ciebie dopasowane rozwiązanie - od pojedynczego szkolenia po cały cykl rozwojowy, również z możliwością uzyskania dofinansowania. Skontaktuj się z naszym działem szkoleń: [email protected] Chętnie podpowiemy co zrobić w kolejnym kroku, aby lepiej realizować swoje cele oraz cele zespołu.

Aby wyświetlić lub dodać komentarz, zaloguj się

Inne artykuły autora LSJ HR Group